Ja kobieta-matka Mój Świat

Lot motolotnią


O matko! Kiedy ja tu byłam??? Już nawet nie pamiętam... Z pewnością dawno... Ilość zleceń i zdjęć minionego roku była tak duża, że praca, którą tak kocham - pochłonęła mnie bezgranicznie.

Nastał (oby) chwilowo - nowy czas... Świat się zatrzymał...
A ja mam wrażenie razem z nim... Wszystko czym do tej pory żyłam, nasze wspólne zdjęcia, makijaże, które dawały mi tak wiele energii do działania - nagle muszą poczekać... I wiem doskonale, że już bardzo mi tego brakuje...
Znacie mnie dobrze i wiecie, że zawsze staram się patrzeć pozytywnie 😁, ale chwilowo towarzyszy mi jakiś nieznany do tej pory lęk... Ta nagła zmiana rzeczywistości, obawa o swoich bliskich, o to czy jeszcze ten świat wróci do stanu w jakim był przed, czy czeka nas nowy, zupełnie inny wymiar...? 🤔

Obiecuję, że mimo chwilowego zamieszania, będę mogła podzielić się wieloma cudownymi kadrami (zarówno zdjęciami z Wami jak i swoimi prywatnymi). Bo mam ich naprawdę wiele, tylko brakowało ciągle tego czasu, żeby wszytko Wam pokazać. Więc można by powiedzieć wreszcie udało się go wygospodarować...


Te zdjęcia chciałam Wam pokazać wiele razy, a dziś jakby idealnie spasowały się do obecnej sytuacji...

Wiecie czemu?

Pamiętam doskonale tamten jesienny październikowy dzień: natłok zaległości, zadań i do tego jakichś swoich prywatnych zmartwień, który wydawały mi się tak wielkie, że potrzebowałam zrobić po prostu tak zwanego "Day off'a". Musiałam uciec gdzieś od świata, a wylicytowany kiedyś na akcji charytatywnej voucher na lot motolotnią wydawał się ciekawą opcją na oderwanie. I był  to zdecydowanie strzał w dziesiątkę! 

Po pierwsze - było to coś totalnie nowego, innego, coś co mogłam przeżyć pierwszy raz. A uczucie wiatru we włosach wysoko nad ziemią przy 100 kilometrach na godzinę, dające uczucie wolności i oderwania myśli - po prostu bezcenne...
Po drugie - zobaczyłam 'tam' właśnie z góry, inną perspektywę Wrocławia. Te wszystkie budynki, które do tej pory z dołu wydawały się takie wielkie. Parki, jeziora, drogi... To wszytko co na co dzień widziałam i miałam o nich ogromne wyobrażenie. Nagle stały się takie najzwyczajniej w świecie - malutkie. I wtedy przyszła mi do głowy jedna myśl: że te moje niby ogromne problemy, o których miałam takie wyobrażenie, 'tam' na górze nie były żadnymi problemami. Zrozumiałam wtedy, że trzeba tylko spojrzeć na nie trochę z innej perspektywy...






Dlatego właśnie w dobie dzisiejszego zamieszania, gdzie wiele się teraz dzieje, gdzie nam wszystkim sporo się nazbierało, gdzie życie daje nam wiele nowych nieprzewidzianych sytuacji... Może spróbować by spojrzeć na to wszystko nieco z innego poziomu, z dalszej perspektywy? 



Żałuję trochę, że nie mogłam wziąć aparatu fotograficznego i zrobić kilku zdjęć podczas lotu, ale Pan mi spokojnie wytłumaczył, na ile może to być niebezpieczne, zarówno dla mnie jak i sprzętu... Poza tym wierzcie mi, byłam tak zafascynowana widokami z góry, że trudno byłoby mi choć na chwile oderwać wzrok. A znając moją podzielność uwagi nie wiedziałabym na czym się skupić - podziwiać czy strzelać foty...








Podobne wpisy

0 komentarze:

Prześlij komentarz